W sobotnie południe naprzeciwko siebie stanęły zespoły z dolnych rejonów ligowej tabeli. Obie drużyny walczą o pozostanie w okręgówce. Mecz pokazał dlaczego walczą tylko o ligowy byt.
Polonia Białogon – OKS Opatów 3:1 (2:0) 1:0 Olijnyk 31 (k) 2:0 Olijnyk 37 2:1 Orłowski 75 (k) 3:1 Grzegorski 90+1 OKS: Partyka, Trojanowski, Cebula, Dryka, Łukawski, Mazur (55 Czaja), Kadela, Grzyb, Orłowski, Łata (75 Gawlik), Pacholczak (55 Wodnicki)
Od samego początku piłkarzom obu drużyn wyraźnie nie szło. Na boisku panował chaos a składne akcje można było policzyć na palcach jednej ręki. Jak trzeba było piłkę podać, to zawodnicy wdawali się w dryblingi, a jak przytrzymać, to podawali i to zazwyczaj niecelnie.
W pierwszej połowie częściej przy piłce byli miejscowi ale nic z tego nie wynikało. Tak było do 31 min., kiedy to Dryka faulował rywala w polu karnym i miejscowi po pewnym strzale z „wapna” objęli prowadzenie. Kilka minut później na listę strzelców wpisał się ponownie Olijnyk. W pierwszej odsłonie zespół z Opatowa zanotował jedno uderzenie na bramkę rywala. Na dodatek strzał Pacholczyka był niecelny. Gospodarze raz zatrudnili Partykę. Strzał zawodnika Polonii bramkarz Opatowa sparował na rzut różny.
Po przerwie przewagę osiągnęli goście. Piłka po strzale głową Cebuli otarła się poprzeczkę. Kwadrans przed końcem w polu karnym gospodarzy sfaulowany został Czaja. Rzut karny pewnie wykorzystał Orłowski.
Opatów mecz kończył w 10 po tym jak drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę ujrzał Czaja.
Tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego w doliczonym czasie gry skuteczna paradą popisał się Partyka chroniąc swój zespół przed stratą bramki. Chwilę później nie miał zbyt dużo do powiedzenia i poi soczystym uderzeniu Grzegorskiego musiał po raz trzeci wyjmować piłkę z siatki.
Trener OKS Opatów Tomasz Kiciński stwierdził, że jego zespół potrafi grać w piłkę, a porażki są wynikiem braku skuteczności.
Niesamowicie boli świąteczna porażka. Pokazaliśmy, że potrafimy grać w piłkę ale nie potrafimy wykorzystać sytuacji, które sobie stwarzamy. Natomiast przeciwnicy to potrafią. Popełniamy drobne błędy, brakuje koncentracji i tracimy bramki i stąd porażki. To był mecz za 6 punktów ale jest to początek rundy. Broni nie składam. Zrobię co będzie w mojej mocy, żeby drużyna dźwignęła utrzymanie. Walczymy dalej.
powiedział trener Tomasz Kiciński.
Aby nie psuć świątecznego nastroju, nie pokuszę się o komentarz.
Jerzy Strzyż

















