Cieszył się kierowca który oczekiwał na zielone światło przed wjazdem do Bogorii od strony Staszowa. To w tym miejscu zaplanowany jest wyjazd i zjazd na obwodnicę miasta w ciągu drogi wojewódzkiej 757. Drugie takie wahadło z sygnalizacją świetlną jest na wjeździe od Opatowa. O ile nawierzchnia wojewódzkiej przez Bogorię jest w dobrym stanie, to kilkadziesiąt metrów przy wybudowanym już rondzie w Kiełczynie woła o pomstę do nieba. Miało być szybciej, a jest wolniej. Dodatkowo kierowcy boją się o swoje auta.
Obwodnica miała być gotowa do końca roku ubiegłego.
Żeby choć trochę ułatwić życie kierowcom gmina Bogoria kilka dni temu wyrównała kamieniem dziury w nawierzchni na wyboistym odcinku w Kiełczynie.
Burmistrz Adamczyk przyznał, że w tej sprawie pielgrzymuje do władz województwa, które realizuje inwestycje.
My też pielgrzymowaliśmy ale telefoniczne do Andrzeja Prusia, odpowiedzialnego za infrastrukturę drogową, członka zarządu województwa. Zapytaliśmy jakie działania podjął inwestor aby została zakończona inwestycja wartości prawie 42,5 mln zł.
Według naszych nieoficjalnych ustaleń budowa obwodnicy jest zaawansowana w 80 procentach. Firma aby zakończyć zadanie potrzebuje nie więcej niż 3 do 4 miesięcy. Jeśli dotychczasowy wykonawca nie dokończy zadania, to doliczyć trzeba procedurę przetargową, co znacznie przesunie w czasie wyprowadzenie ruchu przez centrum Bogorii.


















Tragedia. Jest to dowód na bezradność władz lokalnych i obojętność władz wojewódzkich. Ponad pół roku wahadłowego ruchu. Można by było czekać na nowy przetarg ale gmina mogłaby wyrównać raptem 200 metrów drogi aby puścić ruch.