Lider i zespół broniący się przed spadkiem na inaugurację rundy rewanżowej świętokrzyskiej okręgówki nie pokazali wielkiej piłki. Należy przyznać rację, tym którzy mówili, że w spotkaniu Wisła Sandomierz – OKS Opatów „mało było piłki w piłce”. W pierwszej połowie sytuacje bramkowe można było policzyć na palcach jednej dłoni. Dla obu zespołów najważniejsze było nie stracić bramki. Tak było do 67 min., kiedy to Jakub Łata, kiedyś zawodnik Opatowa pokarał swoich kolegów i trafił do siatki. Opatów dążył do wyrównania. Już w doliczonym czasie gry bramkę na wagę remisu zdobył dla gości Kamil Bełczowski, który kilka sezonów temu grał w barwach sandomierskiego klubu.
Obie drużyny przez pełne 90 min. nie odpuszczały. Momentami gra była naprawdę ostra. Za faule i „pyskówki” arbiter ukarał po pięciu zawodników z każdego zespołów. Z tym, że trener bramkarzy i prezes Opatowa Paweł Kapsa, żółty kartonik obejrzał aż dwa razy i w 90 minucie musiał udać się na trybuny.
REKLAMA
Należy dodać, że nie zawiedli kibice obu drużyn.









REKLAMA







